Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Moja przygoda z bukmacherką

Ta historia rozpoczęła się w ostatnich dniach czerwca 2016 roku. Szukając czegoś w Internecie trafiłem na forum make-cash.pl, a tam na temat o intrygującym tytule – Trudno nazwać temat, który daje zyski. Jako osoba akurat poszukująca pracy spodobał mi się prezentowany w nim sposób na zarobek. Wysokie stawki dające szybki zysk i skuteczność w okolicach 70% działały na wyobraźnię i w ciągu kilku dni przekonały mnie do rozpoczęcia przygody z zakładami bukmacherskimi. 1 lipca założyłem konto na tymże forum, aby być na bieżąco z pojawiającymi się wpisami i u buka bet365 oraz wpłaciłem pierwszy depozyt w wysokości 50 złotych. Już następnego dnia obstawiłem pięć zakładów, z czego trzy były wygrane.

Następne kilka dni minęło na obstawianiu jednego-kilku typów dziennie po różnych stawkach. Pierwszy błąd zauważony po czasie – niekonsekwencja w obstawianych stawkach. Co z tego, że w poniedziałek obstawiłem 10 zł i wygrałem, jak we wtorek przegrałem obstawione 20 zł? W ciągu prawie tygodnia bawiłem się stawkami 5-30 złotych. Po serii kilku wygranych w głowie narodziła się myśl zagrania za większe pieniądze. Tym sposobem 10 lipca wyczyściłem swoje konto u bukmachera, na którym miałem wtedy 106 złotych. Wystarczyły dwa zakłady (w tym jeden za stówę), aby zobaczyć same zera. W tym momencie powinienem powiedzieć sobie dość kończąc tę historię na jednym epizodzie, lecz tak się nie stało…

Płatne typy – piękny początek…

Jeszcze tego samego dnia w wyżej wspomnianym temacie pojawiła się informacja o możliwości zakupu płatnych typów, których szanse na trafienie były określane jako „10/10”. Pod wpływem znanego hazardzistom uczucia odegrania się postanowiłem spróbować. Wpłaciłem drugi depozyt w wysokości 100 złotych i kupiłem typ za 50 złotych. Kontakt ze sprzedającym miałem poprzez GG, a płaciłem mu za pomocą Skrill. Obstawiłem cały depozyt na zakład po kursie 2.25 i jakie było moje szczęście, kiedy wkrótce moje konto u buka wskazywało 225 zł. Gdybym wtedy wypłacił te pieniądze, po odliczeniu wszystkich wydanych na bukmacherkę byłbym 25 złotych na plusie. Oczywiście nie zrobiłem tego. „Mam dostęp do pewnych, płatnych typów i mam na tym nie zarobić” – myślałem.

Cały następny tydzień kręcił się tylko wokół obstawiania. W tym czasie kupiłem łącznie osiem typów, na które wydałem 400 złotych. Każdy kosztował tyle samo. Nie miałem powodów do narzekań – siedem z nich było trafionych, a za przegrany otrzymałem inny, wygrany, za darmo. Znów grałem różnymi stawkami, od 100 do nawet 400 złotych. Pamiętam, jakie emocje odczuwałem podczas meczów obstawianych od 300 zł w górę. Ciężko było mi usiedzieć w miejscu, a dla zajęcia czasu zacząłem grać w Fallout Shelter, który miał akurat premierę na PC. Z perspektywy czasu znienawidziłem granie typów w piłkę nożną – ponad 2 godziny oczekiwania na wynik było dla mnie koszmarem. A gdy jeszcze w ostatnich minutach zmieniał się wynik i to na moją niekorzyść… Znacznie bardziej lubiłem mecze w tenisa czy piłkę ręczną, w których punkty zdobywane są na bieżąco, a na ich podstawie można określić szanse na wygranie/przegranie zakładu i w razie czego zamknąć go w odpowiednim momencie.

17 lipca zleciłem wypłatę w wysokości 550 zł – akurat, aby zwróciły się pieniądze wydane na kupno typów i depozyty w bet365. Na koncie u buka miałem wtedy prawie 1400 złotych, reszta została na dalszą grę. Ach, gdybym miał wtedy tyle rozsądku, aby wypłacić całość…
Zacząłem marzyć o życiu bez pracy, w którym jednym źródłem utrzymania byłyby środki wygrane na zakładach sportowych. Próbowałem też zachęcić do tego kolegę, głównie po to, aby mieć z kim dzielić koszty kupowania typów. Wysyłałem mu screeny, na których było widać zamianę 300 zł w 500 zł lub 400 zł w 720 zł. Wydaje mi się, że już był prawie chętny na dołączenie do tej „zabawy”. Na szczęście nie zdążył.

…smutny koniec

18 lipca był dniem, w którym nadszedł początek końca tej pięknej bajki. Kupiony dziewiąty typ nie wszedł, tak samo jak cztery kolejne otrzymane za darmo. W ten sposób następnego dnia bilans konta u bukmachera z prawie 900 złotych zmalał do marnych kilku złotówek. Później na forum osoba sprzedająca typy przyznała, że specjalnie podawała nietrafione zakłady, aby zemścić się na osobach, które rzekomo dzieliły się kupowanymi typami z innymi. Hipokryta, biorąc pod uwagę, iż on sam udostępniał kupione od kogoś typy jako swoje. Wiedziałem o tym, ale on sprzedawał je taniej niż ich oryginalny autor, więc nie marudziłem.
Jak się cieszę, że zleciłem wtedy wypłatę tych 550 złotych. Gdybym miał je nadal dostępne do obstawiania to bardzo możliwe, że w celu odzyskania przegranych pieniędzy straciłbym również to.

Koniec etapu kupowania typów, ale nie koniec z obstawianiem.

Desperackie szukanie nowych typów

Oczywiście chęć odzyskania przegranych środków była, nie wiedziałem tylko, skąd brać typy. Próbowałem grać zakłady z forum bukmacherskiego oraz akumulowane z tego tematu. Stawki zmalały do max 5 złotych, a najczęściej była to złotówka. Robiłem to, aby sprawdzić ich skuteczność, która okazała się bardzo niska. Może też trochę dla zabawy albo to już było uzależnienie? Zacząłem też grać mniej pazernie. Jeśli miałem jakieś wątpliwości co do wygrania zakładu to zamykałem go, gdy ten osiągał jakikolwiek zysk, najczęściej w granicach 50% możliwej do osiągnięcia stawki.
Pewnie w końcu skończyłyby się środki u buka i przestałbym bawić się w obstawianie, lecz wtedy na pierwszym w tym akapicie linkowanym forum znalazłem link do serwisu blogabet.com, a tam profil użytkownika, który typował mecze tennisa i miał skuteczność 70%. Skuszony jego doświadczeniem postanowiłem ponownie spróbować typowania za wyższe stawki. 26 lipca wpłaciłem do bet365 depozyt 150 złotych i zacząłem grać jego zakłady. Z wygranymi było różnie, lecz ostatecznie znów byłem na minus. Ostatnie zakłady obstawione z tego serwisu pochodzą z 8 sierpnia. Jakoś w tym czasie typer z blogabet wprowadził abonament na swoje typy. Poważnie myślałem o jego zakupie, ale nie zrobiłem tego. Obecnie jego profil jest zablokowany przez administrację, więc wychodzi na to, że jego zamiary też nie były do końca uczciwe.

Myślałem, że to już koniec tej przygody, lecz znalazłem kolejne „dobre” źródło pozyskiwania typów.

Typy z YouTube

Nie pamiętam w jaki sposób, ale trafiłem na ten temat. Jego autor twierdził, że należy do grupy trzech osób, które od lat zajmują się zarabianiem na bukmacherce i giełdzie. W to akurat od początku nie wierzyłem, lecz po obserwacji jego zakładów postanowiłem spróbować. Pierwszy typ zagrałem 13 sierpnia za grosze pozostałe z poprzedniego depozytu. Po jego wygraniu zrobiłem depozyt na 100 złotych i za taką kwotę obstawiłem kolejny zakład. Wszedł. Kolejny za taką samą stawkę już nie. Po nich obstawiłem jeszcze pięć innych – po 40-50 zł każdy. Stan konta na zmianę zmniejszał się i zwiększał. W międzyczasie autor wspomnianego tematu został zbanowany na forum i kontynuował swoją działalność tylko na YouTube. Bardzo się starał, aby wyglądać wiarygodnie. Miał miły, przekonujący głos. W opisach na YT udostępniał różne formy kontaktu, łącznie z numerem telefonu. Początkowo nagrywał filmy smartfonem ukazując zawartość monitora, później używając darmowej wersji programu Camtasia, chociaż wcześniej zapewniał, że zainwestuje w profesjonalne oprogramowanie do nagrywania pulpitu.
Po zdobyciu wystarczającego zaufania w filmikach oprócz darmowych typów zaczęły pojawiać się informacje o możliwości kupna abonamentów na dodatkowe zakłady oraz oferta wpłacenia swoich pieniędzy w celu ich rzekomego podwojenia. Autor przekonywał, że są profesjonalistami, więc nie ma żadnego ryzyka, a w razie czego zapewniają zwrot jakiejś części wpłaconych środków (już nie pamiętam jakiej). Zaznaczał, że różnią się od innych oszustów. Jak dla mnie, akcentował ten fakt nawet za bardzo. Przez chwilę myślałem o skorzystaniu z tej oferty, lecz tego nie zrobiłem. Według autora ludzie przekazywali swoje pieniądze, lecz nie znalazłem wpisów, które by to potwierdzały. Widząc, jak wiele sposobów wymyślił na wyciągnięcie od innych kasy postanowiłem tylko obserwować sytuację bez żadnych działań. Dobrze zrobiłem, ponieważ po kilku dniach konto na YouTube z tymi filmami zostało zablokowane, a o „grupie profesjonalistów od bukmacherki i giełdy” słuch zaginął.

Koniec

Możliwe, że wydarzeniem, które ostatecznie uwolniło mnie od bukmacherki był wyjazd na wakacje. Nie był długi, ale pozwolił mi się zresetować i uświadomić, co robiłem przez ostatnie dwa miesiące. Czy byłem uzależniony? Chyba w jakimś stopniu tak. Nie całkowicie, ponieważ przed każdym wpłaceniem depozytu długo myślałem, czy powinienem to robić, więc jakieś resztki rozsądku jeszcze miałem.

Warto wspomnieć, że przez cały ten czas od zakończenia przygody z płatnymi typami miałem ochotę, aby zacząć kupować je od ich prawdziwego autora. Myślałem, aby kupić jeden zakład, obstawić go za 1000 złotych i później bawić się tylko wygranymi pieniędzmi. Jego typy miały wysokie kursy (1,6-2,0), więc zarobek byłby spory. Nawet nie chce myśleć, jak bym się czuł po przegraniu takiej kwoty.

Czego mnie nauczyła ta historia? Na zakładach sportowych można dużo i łatwo zarobić, ale można równie łatwo stracić. Nie ma pewnych typów, o czym może świadczyć niedawny remis w meczu Legia Warszawa – Real Madryt. Wynik każdego meczu zależy od grających w nim ludzi, a ich zachowania nie da się przewidzieć w 100%, więc nawet faworyt może przegrać.
Pokazała mi też, że takie zakłady nie są dla mnie. Za bardzo wpływały na moje emocje. W przypadku wygranej byłem szczęśliwy i chętny do wydawania pieniędzy. Gorzej było po przegranej, kiedy to byłem zdenerwowany na wszystko i wszystkich, bez możliwości skupienia się na innych czynnościach.

Dlaczego opisałem tę historię? Mam nadzieję, że uda mi się w ten sposób przestrzec/powstrzymać innych przed popełnieniem podobnych błędów. W ogólnym rozrachunku straciłem tylko 200 złotych, ale gdybym się w porę nie opamiętał, mogłoby to się skończyć o wiele gorzej.
Pomysł na ten wpis powstał w czasie wypłacania środków z bet365. Od września tam nie wchodziłem. Na początku listopada przypomniało mi się o nich, lecz brakowało mi do minimum (150 złotych w przypadku wypłaty przelewem bankowym). Dopłaciłem brakującą kwotę i zleciłem wypłatę. Według regulaminu powinienem obrócić depozytem co najmniej raz przed wypłaceniem, lecz udało się bez tego. Powiadomienie z banku o otrzymaniu pieniędzy na konto dostałem w czasie pisania pierwszego zdania tego wpisu. Przypadek? 😉

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+